Odbiory osobiste w 5 miastach – Łódź, Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań!

W ciągu dwóch dni prezydent Donald Trump nie tylko nakazał amerykańskiej armii kupować energię z węgla, ale też uciął podstawę prawną dla klimatycznych regulacji amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA).

Na czym polega węglowy rozkaz dla Pentagonu?

11 lutego w Białym Domu Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które zobowiązuje Pentagon do zawierania długoterminowych kontraktów na zakup energii elektrycznej pochodzącej z elektrowni węglowych dla baz wojskowych i innych kluczowych obiektów. Prezydent ogłosił decyzję podczas wydarzenia „Champion of Coal”, otoczony górnikami w kaskach i menedżerami sektora węglowego. „Będziemy kupować dużo węgla przez wojsko. To będzie tańsze i bardziej efektywne niż to, czego używaliśmy przez wiele lat” – powiedział Trump.

Rozporządzenie wykonawcze stwierdza, że węgiel jest „kluczowy dla bezpieczeństwa narodowego i gospodarczego” oraz że Pentagon powinien „skupić się na zachowaniu i strategicznym wykorzystaniu zasobów energii opartej na węglu”.

Równolegle Ministerstwo Energii ogłosiło przeznaczenie 175 milionów dolarów na modernizację sześciu elektrowni węglowych w Wirginii Zachodniej, Ohio, Karolinie Północnej i Kentucky, aby utrzymać je w działaniu. Tego samego dnia Tennessee Valley Authority – największe federalne przedsiębiorstwo energetyczne w USA – ogłosiło również odroczenie zamknięcia dwóch największych elektrowni węglowych, które miały zostać wycofane z eksploatacji pod koniec obecnej dekady.

Argumentacja administracji Trumpa

Narracja Białego Domu jest spójna: chodzi o bezpieczeństwo narodowe i wyścig technologiczny z Chinami. Węgiel ma zapewnić „nieprzerwane, dostępne na żądanie zasilanie podstawowe” dla systemów wojskowych i rosnącego zapotrzebowania na energię związanego z rozwojem sztucznej inteligencji. Odnawialne źródła energii – w narracji Trumpa – są zbyt kapryśne, uzależnione od wiatru i słońca, więc nie nadają się do zasilania radarów, serwerowni czy centrów dowodzenia.

Prezydent Stanów Zjednoczonych wielokrotnie określał węgiel mianem „pięknego i czystego” – fraza, która stała się jego znakiem rozpoznawczym. Podczas ceremonii Trump otrzymał nagrodę od Washington Coal Club – grupy lobbingowej związanej z przemysłem węglowym. Trofeum w kształcie górnika podpisane było: „Niekwestionowany obrońca pięknego, czystego węgla”.

Fot. Tammy Anthony Baker, CC BY 2.0

12 lutego: zamach na fundament regulacji klimatycznych

Dzień po „węglowym” rozporządzeniu nastąpiło uderzenie w drugi filar amerykańskiej polityki klimatycznej. EPA, kierowana przez nominata Trumpa Lee Zeldina, ogłosiła formalne uchylenie tzw. endangerment finding – kluczowego ustalenia naukowego z 2009 roku, że gazy cieplarniane zagrażają zdrowiu publicznemu i dobrostanowi Amerykanów.

To na tej podstawie wprowadzano przez ostatnie kilkanaście lat normy emisji dla elektrowni, samochodów czy sektora przemysłowego. Teraz, po decyzji z 12 lutego, EPA sama pozbawia się obowiązku prawnego regulowania emisji CO₂ – co eksperci określają jako „największy krok deregulacyjny w historii ochrony środowiska w USA”. 

Organizacje naukowe i prawnicze ostrzegają, że cofnięcie endangerment finding jest sprzeczne z przytłaczającą większością dowodów naukowych i niemal na pewno trafi do sądów. Jednak polityczny sygnał jest jasny: administracja Trumpa nie uznaje już zmian klimatu za zagrożenie wymagające działania.

Co to oznacza dla Polski i UE?

Z polskiej perspektywy pakiet decyzji z 11–12 lutego ma kilka wymiarów. Po pierwsze, największa gospodarka świata wysyła sygnał, że można otwarcie rezygnować z ambitnej polityki klimatycznej i jednocześnie bronić tego w imię bezpieczeństwa energetycznego. Taki przykład będzie chętnie podchwytywany przez przeciwników szybkiej transformacji także nad Wisłą – zwłaszcza że w Polsce węgiel wciąż jest istotnym elementem miksu.

Po drugie, działania USA utrudnią budowę globalnej koalicji na rzecz redukcji emisji. Unia Europejska będzie musiała tłumaczyć swoim obywatelom, dlaczego zaostrza normy i inwestuje miliardy w zielone technologie, skoro Waszyngton właśnie luzuje hamulec bezpieczeństwa klimatycznego. Wreszcie po trzecie, decyzje Trumpa pokazują, jak mocno energetyka jest dziś zakładnikiem polityki wewnętrznej. Dla Polski, planującej własną ścieżkę od węgla do OZE i atomu, to ważna lekcja: regulacje można odkręcić jednym podpisem, ale konsekwencje dla systemu energetycznego liczy się w dekadach.

Główne zdjęcie wpisu: Shealah Craighead, Oficjalne zdjęcie Białego Domu, domena publiczna

W Iranie rozgrywa się dramat, o którym nie wspominają polskie media – kryzys środowiskowy tak głęboki, że stał się katalizatorem największych protestów od lat. 30 tysięcy ofiar, miliony zmuszonych do ucieczki i pytanie: ile jeszcze planeta wytrzyma naszej bezczynności?

Kiedy myślimy o protestach w Iranie, od razu przychodzą na myśl kwestie polityczne, prawa kobiet, restrykcje religijne. Ale w ostatnich tygodniach tysiące Irańczyków wyszło na ulice także z innego powodu – bo nie mogą oddychać. Dosłownie.

W styczniu 2026 roku Teheran został uznany za najbardziej zanieczyszczone miasto na świecie. W ciągu zaledwie dziesięciu dni grudnia 2025 roku lokalne media odnotowały ponad 350 zgonów związanych z jakością powietrza. Rocznie w Iranie z powodu chorób wywołanych smogiem przedwcześnie umiera ponad 59 tys. osób. ​

Grunt dosłownie ucieka Irańczykom spod nóg

Iran nie zmaga się z jednym kryzysem ekologicznym, ale z kilkoma naraz: niedoborami wody, osiadaniem gruntu, zanieczyszczeniem powietrza i kryzysem energetycznym. Nima Shokri, irański inżynier środowiska zajmujący się globalnymi wyzwaniami klimatycznymi, określa sytuację jako „walkę o przetrwanie”.

Ziemia dosłownie zapada się pod stopami Irańczyków. W niektórych regionach grunt opada nawet o 30 centymetrów rocznie – to tempo 40 razy szybsze niż w krajach rozwiniętych. Problem dotyka około 14 milionów ludzi, czyli ponad jednej piątej populacji kraju. W dystrykcie Rafsandżan, centrum produkcji pistacji, naukowcy zmierzyli alarmujące tempo osiadania gruntu przekraczające 35 centymetrów rocznie.

Co jest przyczyną? Rabunkowa eksploatacja wód gruntowych. Deficyt sięga około 130 miliardów metrów sześciennych – to więcej niż łączna pojemność wszystkich zapór w Iranie. Rolnicy zmuszeni są porzucać pękające ziemie i uciekać na obrzeża miast, bo już nie da się uprawiać roli ani hodować zwierząt.

Fot. Morteza Nikoubazl/NurPhoto via Getty Images

Czym właściwie oddychają Irańczycy?

Jakość powietrza w irańskich miastach to osobna tragedia. Mimo że Iran posiada drugie co do wielkości złoża gazu ziemnego na świecie, kraj zmaga się z jego deficytem z powodu zdegradowanej infrastruktury i braku inwestycji. Mieszkańcy Iranu, aby ogrzać się zimą, zmuszeni są spalać mazut – niskogatunkowe, toksyczne paliwo bogate w siarkę.

Emisje tlenków siarki w dużych miastach wzrastają nawet dziesięciokrotnie powyżej limitów prawnych podczas okresów spalania mazutu. Stacje monitorujące odnotowują, że w niektórych latach miasta takie jak Teheran, Arak czy Isfahan mają mniej niż pięć dni „czystego powietrza” w całym roku. To odbiera 86 milionom ludzi prawo do oddychania.

Ministerstwo Zdrowia szacuje, że około 30 tysięcy zgonów rocznie można przypisać zanieczyszczeniu powietrza. Szkoły i szpitale są zamykane, a coraz więcej przypadków medycznych wiąże się bezpośrednio ze smogiem. Ale to nie tylko problem zimowy. Na zachodzie i południu kraju wyschnięte bagna i jeziora zamieniły się w ogromne źródła burz pyłowych, które nękają mieszkańców wiosną i latem.

Pustynia Dašt-e Kawir, Iran. Fot. Alireza Javaheri, CC BY 3.0

Gdy kryzys klimatyczny staje się kryzysem politycznym

Shokri zwraca uwagę na coś kluczowego: wiele z epicentrów masowych protestów w Iranie w ostatnich tygodniach to miejsca zmagające się z najcięższymi wyzwaniami środowiskowymi. To nie przypadek. Ludzie nie wychodzą na ulice tylko dlatego, że nie zgadzają się z rządem ideologicznie. Wychodzą, bo nie mają wody do picia, powietrza i ziemi, na której mogliby żyć.

Te warunki nie pojawiły się z dnia na dzień. To efekt politycznych wyborów dokonywanych przez lata: promowanie wodochłonnego rolnictwa, nadmierne pompowanie wód gruntowych, używanie toksycznych paliw i słaba regulacja środowiskowa. Irański rząd nie chronił swoich obywateli – przeciwnie, swoimi decyzjami narażał ich na coraz większe ryzyko.​

Gdy troska o środowisko przestaje być tematem do dyskusji, a staje się kwestią przetrwania – ludzie wychodzą na ulice. Iran pokazuje, że kryzys klimatyczny to nie abstrakcyjna wizja przyszłości, tylko rzeczywistość milionów ludzi.

Szacowanie ile produktu potrzebujemy

Jedna łyżeczka to około 5g

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.

Jedna łyżka to około 15g

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.

Jedna szklanka to około 250g

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.