Sejmowi nie udało się odrzucić prezydenckiego weta wobec ustawy łańcuchowej. Potrzebne było do tego 263 głosów, udało się zebrać jedynie 246. We wcześniejszym wrześniowym głosowaniu ustawę łańcuchową poparło 280 posłów, w tym 49 posłów PiS i Jarosław Kaczyński. Niestety, w środowym głosowaniu nikt z tej partii nie zagłosował za odrzuceniem weta, a Jarosław Kaczyński był nieobecny.
Co czeka nas dalej w tej sprawie? Prezydent przedstawił własny projekt ustawy, który ma trafić pod obrady Sejmu. Jego propozycja co prawda zakłada odejście od trzymania psów na łańcuchach, ale – co wzbudza krytykę – nie zawiera żadnych norm dotyczących minimalnych wymiarów kojców. Rządząca większość zapowiada prace nad kolejnymi wersjami projektu – z poprawkami i klarownymi wymogami dotyczącymi kojców.
Co ważne, ustawa łańcuchowa cieszy się wyraźnym poparciem społecznym. Z sondaży wynika, że większość Polaków popiera zakaz trzymania psów na uwięzi – i to nie tylko w dużych miastach, ale również na wsi.
“Pod obywatelskim projektem „Stop Łańcuchom” podpisało się ponad pół miliona osób. Dlatego nie poddajemy się. Tego głosu nie da się uciszyć. Odeślemy łańcuchy do historii ” – mówi Anna Zielińska, Prezeska Fundacji Viva! Akcja dla zwierząt.
Przed drugą turą wyborów prezydenckich warto przyjrzeć się, jak obaj kandydaci postrzegają kwestie ochrony środowiska i polityki klimatycznej. Co zatem o ekologii mówią Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki?
Kryzys klimatyczny: jak widzą go kandydaci?
Rafał Trzaskowski w kampanii 2025 roku wielokrotnie podkreślał, że walka ze zmianami klimatu to jedno z kluczowych wyzwań współczesnej Polski. Zapowiedział powołanie Rady ds. Klimatu i Transformacji Energetycznej przy Prezydencie RP oraz konsekwentne działania na rzecz neutralności klimatycznej, zarówno na poziomie krajowym, jak i samorządowym.
Karol Nawrocki z kolei podchodzi do tematu znacznie bardziej sceptycznie. W wywiadach z tego roku przyznał, że trzeba dbać o środowisko, ale krytykował „klimatyczną fobię” Trzaskowskiego i aktywistów. „Nie widzę, żeby planeta dzisiaj płonęła” — mówił w kwietniu 2025 roku. Sprzeciwia się polityce klimatycznej, która jego zdaniem uderza w polskie gospodarstwa domowe i przemysł.
Nowe parki narodowe i gospodarka leśna
W tegorocznej kampanii Rafał Trzaskowski nie zabierał głosu w sprawie tworzenia nowych parków narodowych ani szczegółów dotyczących gospodarki leśnej. Warto jednak przypomnieć, że już w kampanii 2020 roku zapowiadał wsparcie dla powiększenia obszarów chronionych oraz współpracę z organizacjami ekologicznymi.
Karol Nawrocki w 2025 roku jasno deklarował obronę polskich lasów przed — jak to ujął — “nadmiernym wpływem organizacji ekologicznych i unijnych regulacji”. W praktyce zapewne oznacza to sprzeciwianie się ograniczaniu wycinek i tworzeniu nowych parków narodowych.
Transformacja energetyczna — dwa różne kierunki
Rafał Trzaskowski konsekwentnie wspiera odejście od węgla w ogrzewaniu domowym do 2030 roku, a w energetyce do 2040 roku. Podkreśla konieczność rozwoju odnawialnych źródeł energii oraz budowy elektrowni jądrowych, które mają zagwarantować bezpieczeństwo energetyczne w okresie transformacji.
Karol Nawrocki również popiera energetykę jądrową, ale sprzeciwia się szybkiemu odchodzeniu od węgla. W kampanii wielokrotnie podkreślał, że Polska musi w okresie przejściowym wykorzystywać własne zasoby węgla, by chronić bezpieczeństwo energetyczne i gospodarcze kraju.
Zielony Ład pod lupą
Różnice są szczególnie widoczne w podejściu do unijnego Zielonego Ładu. Trzaskowski opowiada się za jego realizacją i pozyskiwaniem unijnych funduszy na transformację energetyczną. Nawrocki natomiast krytykuje Zielony Ład jako „egzystencjalne zagrożenie” dla polskiej gospodarki i zapowiada przeprowadzenie referendum w tej sprawie.
Co wybór Trumpa oznacza dla klimatu?
Na czele USA, największej gospodarki świata, ponownie stanie Donald Trump, który ignoruje ostrzeżenia naukowców oraz międzynarodowe zobowiązania klimatyczne. Jakich jego decyzji związanych z klimatem możemy się spodziewać?
Niestety, jeśli leży nam na sercu dobro przyrody i powstrzymanie kryzysu klimatycznego, powinniśmy być istotnie zmartwieni powrotem Trumpa na fotel prezydenta. A także zmotywowani, by razem z globalnymi organizacjami pozarządowymi próbować jego poczynania powstrzymywać. Zdaniem wielu obserwatorów, w drugiej kadencji Trump może bowiem podchodzić do kwestii klimatycznych jeszcze ostrzej niż w pierwszej. Ale czy wszystko stracone? Czytajcie do końca… Co zrobi Trump w kontekście klimatu w swojej kadencji?
Wzrost wydobycia ropy i gazu
W kampanii wyborczej Trump ogłaszał, że USA będzie swobodnie korzystać ze swoich zasobów “czarnego złota” – bez jakichkolwiek limitów i bez zważania na opinie naukowców (którym nie wierzy) czy też międzynarodowe porozumienia. W wydobyciu ropy i węgla Trump widzi tylko potencjalne zyski dla amerykańskiej gospodarki – która tych zysków potrzebuje by szybciej się rozwijać. Ponadto nie jest tajemnicą, że wielokrotnie spotykał się on z szefami koncernów paliwowych, z którymi jest powiązany biznesowo i towarzysko.
Odstąpienie USA od Paktu Paryskiego
Podczas poprzedniej kadencji, Trump wycofał podpis USA pod Porozumieniem Paryskim – deklaracją krajów świata dotyczącą zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych, tak by powstrzymać wzrost temperatury globalnej na poziomie 1,5 stopnia celsjusza. Następca Trumpa, Joe Biden, już w pierwszym dniu swojego urzędowania na stanowisku prezydenta podpis USA pod porozumieniem przywrócił. Teraz jest niemal pewne, że Donald Trump kolejny raz wykreśli USA z listy sygnatariuszy tej deklaracji, co umożliwi USA niepohamowany wzrost emisji i nieoglądanie się na żadne normy.
Sojusz Trumpa z Elonem Muskiem
Szarą eminencją stojącą za Donaldem Trumpem jest Elon Musk, między innymi właściciel portalu X oraz producenta samochodów elektrycznych Tesla. Z tego względu Trump, który we wcześniejszych wypowiedziach ostro bronił tradycyjnego przemysłu motoryzacyjnego przed elektromobilnością, w tym zakresie zapewne będzie musiał złagodnieć. Tym samym wydaje się, że rozwój samochodów elektrycznych w USA jest niezagrożony – i choć zapewne nie pojawią się nowe ulgi i bodźce do rozwoju tego sektora, z drugiej strony nie należy się spodziewać też utrudnień w ich rozwoju czy też preferencji finansowych dla aut spalinowych.
Ile wyniesie wzrost emisji CO2 USA z powodu działań Trumpa?
Według portalu Carbon Brief, polityka Trumpa opisana w powyższych punktach może doprowadzić do zwiększenia się emisji CO2 Stanów o około 4 miliardy ton do roku 2030. Roczne emisje CO2 Polski wynoszą około 300 milionów ton. Tak więc “efekt Trumpa” może wynosić tyle co emisje Polski przez kilkanaście lat…
Nie wszystko stracone – Trump sam nie zawróci zielonej transformacji
Pomimo tego, że USA będzie dowodził klimatyczny denialista, zielona transformacja amerykańskiej i światowej gospodarki trwa i nie można jej już powstrzymać. Przykładowo, pomimo przychylności Trumpa dla wydobycia węgla kamiennego, jego wydobycie podczas jego poprzedniej kadencji i tak spadało. Przestawianie globalnej gospodarki na źródła odnawialne trwa -między innymi wskutek presji społecznej, coraz tańszym i efektywniejszym zielonym technologiom oraz coraz droższemu wydobyciu paliw kopalnych z przyczyn górniczych. Innymi słowy – sam Trump nie jest w stanie zmienić globalnych trendów. Energetyka odnawialna (solarna i wiatrowa) stanowiła ok. 25% produkcji energii w 2024 roku w Stanach. Jej udział, pomimo rządów Trumpa, powinien w przeciągu najbliższych kilku lat przekroczyć 40%.
Co więcej, w USA dużą niezależnością cieszą się władze stanowe oraz burmistrzowie dużych miast, którzy mogą dość swobodnie kształtować swoją politykę klimatyczną. Będą oni mogli dążyć do obniżania redukcji CO2 zgodnie z Porozumieniem Paryskim, nawet po wystąpieniu z niego przez USA.
Tym niemniej objęcie władzy przez Trumpa na pewno spowolni tempo odejścia tego kraju od paliw kopalnych oraz spowolni tempo redukcji emisji, niż w przypadku gdyby na fotelu prezydenta zasiadała Harris.
System kaucyjny opóźniony
O opóźnieniu systemu informowaliśmy już wcześniej – teraz znana jest ostateczna data. System kaucyjny ruszy w Polsce dopiero 1 października – poinformował Premier Donald Tusk na konferencji prasowej.
Głównym powodem opóźnienia ma być troska o dostosowanie rynku do nowych wymogów. „Chcemy, żeby ta ustawa nie była dotkliwa i bolesna dla pracowników oraz właścicieli placówek handlowych, także tych mniejszych,” tłumaczył Premier.
System kaucyjny, mający na celu poprawę recyklingu opakowań, od dawna wzbudzał duże zainteresowanie i nadzieje na poprawę stanu środowiska w Polsce. Przygotowania do jego wdrożenia trwały od miesięcy, a automaty do zwrotu butelek pojawiły się już w wielu supermarketach, gotowe na pierwotnie planowaną datę startu – 1 stycznia. Niemniej, decyzja o przesunięciu terminu spotkała się z mieszanymi opiniami. Krytycy podkreślają, że rząd uległ presji lobby handlowego, dla którego nowe zasady wiązałyby się z kosztami adaptacji.
Dodatkowym punktem zapalnym jest decyzja o wyłączeniu małych szklanych opakowań na alkohol, tzw. „małpek”, ze systemu kaucyjnego. Według szacunków, Polacy kupują aż 3 miliony takich opakowań dziennie. Problem walających się na ulicach i w parkach „małpek” można by zredukować jednym ruchem – włączając je do systemu. Jednak producenci alkoholi skutecznie sprzeciwili się tej propozycji, co według wielu opinii polityków i ekologów odbija się negatywnie na stanie środowiska.
Pomimo kontrowersji, społeczne poparcie dla systemu kaucyjnego jest ogromne – według badań przytaczanych przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, aż 85% Polaków popiera wprowadzenie takiego rozwiązania.
Petycja “Stop łańcuchom!” – trwa walka z czasem!
Trwa ogólnokrajowa zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o ochronie praw zwierząt, zatytułowanym “stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt!” Niezbędne jest zebranie 100 tysięcy podpisów do 24 września, aby Sejm był zobligowany rozpatrzyć projekt. Według stanu na 13 września poparcie inicjatywy zadeklarowało 56 tys. osób.
Niestety, podpisów nie można składać przez internet. Zbierane są w wielu miastach w Polsce przez aktywistów i liczne organizacje, między innymi przez Fundację Viva dla Zwierząt czy OTOZ Animals. Petycję można też podpisać w Sklepach Na Gramy w Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu i Pile.
Nowelizacja ustawy zakłada szereg zmian dotyczących zwierząt między innymi: zakaz używania łańcuchów, obowiązkowe chipowanie zwierząt domowych, zakaz sprzedaży żywych ryb, lepszą kontrolę nad schroniskami, podwyższenie kar za znęcanie się nad zwierzętami, zakaz stosowania fajerwerków hukowych czy zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Więcej informacji na stronie akcji prawadlazwierzat.pl
Myśliwi wciąż bezkarni – rusza sezon polowań na dzikie ptaki
Polscy myśliwi twierdzą, że polowania są konieczne dla “regulowania przyrody” czy ochrony pól uprawnych. Te argumenty są zupełnie nieprawdziwe w przypadku polowań na dzikie, rzadkie gatunki ptaków. Zabijanie tych zwierząt to tylko szkodliwe i brutalne hobby. Wszystkie niezależne badania potwierdziły, że nie ma żadnej potrzeby regulowania ilości tych zwierząt w środowisku przez człowieka.
Kampanię przeciwko polowaniom prowadzi obywatelska Koalicja Niech Żyją! Również Ministerstwo Środowiska po wyborach zapowiedziało zmiany prawne i wprowadzenie zakazu polowania na dzikie ptaki. Przeciwne tym zmianom jest bardzo silne lobby myśliwskie obecne w PSL.
Niestety, Ministerstwu nie udało się zmienić przepisów na czas. 15 sierpnia ruszył nowy sezon łowiecki. Myśliwi mogą już polować na gołębie grzywacze, a od września na kolejne gatunki m.in. kaczki, łyski, słonki, jarząbki i gęsi. Niestety, według koalicji Niech Żyją myśliwi bardzo często zabijają przez pomyłkę gatunki ściśle chronione. Ministerstwo Środowiska w tym roku poniosło klapę, a ewentualne zmiany przepisów mogą wejść w życie dopiero za rok. Czy zagrożone gatunki przetrwają do tego czasu?
Koniec ferm futerkowych w Polsce coraz bliżej
Małgorzata Tracz, Posłanka Partii Zieloni, należącej do Koalicji Obywatelskiej, złożyła projekt zakazu hodowli zwierząt na futra. Dyskusje i konsultacje na ten temat trwają w Polsce od lat. Wreszcie wydaje się, że uchwalenie projektu jest jak najbardziej realne.
Projekt zakłada, że od momentu jego wejścia w życie nie będą mogły powstawać w naszym kraju nowe fermy, a wszystkie istniejące będą musiały być zamknięte do 2029 roku. Dla hodowców przewidziane są odszkodowania – tym większe im szybciej uda im się zakończyć działalność. Ponadto przewidziane są fundusze na odprawy dla pracowników.
Za projektem opowiada się Platforma Obywatelska, Lewica, Polska 2050 i być może niektórzy posłowie PiS-u. Ta partia za swoich rządów w 2020 roku ogłosiła podobny projekt, choć szybko się z niego wycofała. Przeciwny zakazowi jest należący do rządzącej koalicji PSL oraz opozycyjna Konfederacja. Czeka nas zatem gorąca debata na temat projektu i potencjalne tarcia w koalicji.
Obecnie w Polsce jest ok. 360 ferm futerkowych. Według dostępnych danych z 2021 roku, rokrocznie zabijane jest w nich około 5 milionów norek, 20 tys. lisów oraz 4 tys. jenotów. Konfederacja protestując przeciw zakazowi używa argumentu, że hodowla zwierząt futerkowych to „duża część polskiej gospodarki zatrudniająca wiele osób”. Tymczasem wytwarza ona jedynie około 0,08% PKB i stanowi 0,06% rynku pracy.
Zdaniem autorów projektu, polskie społeczeństwo jest od lat gotowe na taką zmianę – nie nosi się już naturalnych futer, a zakaz ferm futerkowych funkcjonuje w 20 krajach Europy. Czas ukrócić cierpienie zwierząt również i u nas.
Polacy apelują do Tuska, by przestał blokować odbudowę przyrody
Około 80% Polaków popiera wprowadzenie nowego unijnego rozporządzenia, Nature Restoration Law (NRL), które ma na celu odbudowę zasobów przyrodniczych w Europie. Tymczasem jest ono blokowane przez rząd Donalda Tuska. Kluczowe głosowanie w tej sprawie odbędzie się 17 czerwca.
Na początku roku, gdy po długich negocjacjach w Radzie i Parlamencie Europejskich udało się opracować ostateczną treść rozporządzenia, wydawało się, że jego podpisanie to zwykła formalność. Tymczasem w marcu Polska wycofała swoje poparcie dla projektu, w skutek czego finalne głosowanie przesunięto na czerwiec.
Apel do Premiera Tuska o poparcie rozporządzenia podpisało 56 tys. Polaków oraz 229 organizacji pozarządowych. Petycja została stworzona przez grupę specjalistów z różnych dziedzin działających wspólnie jako Koalicja 10%. Do Koalicji należą takie organizacje jak WWF, Client Earth, Fundacja Lasy i Obywatele, Fundacja Dzika Polska, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Klub Przyrodników.
Głównym założeniem NRL jest objęcie obszarowymi działaniami ochrony przyrody co najmniej 20% obszarów morskich i lądowych UE do 2030 r. NRL zakłada również przywrócenie co najmniej 25 000 km rzek na terenach państw członkowskich do stanu swobodnego przepływu do 2030 roku. To cel, który wspiera zapobieganie zarówno suszy, jak i powodzi.
Jednocześnie Nature Restoration Law nie wprowadzi żadnych obciążeń czy obowiązków dla prywatnych właścicieli gruntów, co jest szczególnie ważne w kontekście protestów rolników. Państwa członkowskie będą miały za zadanie wprowadzić system atrakcyjnych zachęt dla rolników, którzy będą chcieli na przykład odtwarzać osuszone torfowiska na swoich gruntach. Prowadzenie takich działań będzie dla rolników całkowicie dobrowolne.
Jak przekonuje Koalicja 10%, NRL to zdrowe gleby, stabilny dostęp do dobrej jakości wody, to owady, które zapylają uprawy, drzewa, które oczyszczają powietrze i dają cień w miastach. Inwestycja w odbudowę przyrody przyniesie korzyści 8–10 razy wyższe niż poczynione nakłady – natomiast, jak przekonują naukowcy, koszty bezczynności mogą okazać się katastrofalne.
Trzymamy kciuki w poniedziałek za właściwą decyzję polskiego rządu.
Klimatyczne bzdury w sejmowej komisji ds. klimatu
Marek Suski stanął na czele sejmowej komisji ds. klimatu, której przewodniczył również w poprzedniej kadencji. To efekt negocjacji i podziału komisji pomiędzy rządzącą koalicją a PIS-em. Tymczasem wiedza o klimacie Marka Suskiego jest mierna o czym świadczy to, że wygrał on w 2021 r. plebiscyt na “Klimatyczną bzdurę roku” prowadzony przez akademicki portal Nauka o Klimacie. Suski powiedział wówczas, że „nasze lasy i nasze zielone uprawy pochłaniają więcej, niż emitujemy CO2”. Tymczasem Polska rokrocznie emituje ok. 300 milionów ton, a nasze lasy pochłaniają nie więcej niż 20 milionów ton.
Niestety, wiedzą nie zabłysnęła również wiceprzewodnicząca komisji, posłanka Polski 2050, Paulina Hennig-Kloska, która jest typowana na nową szefową Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Na pytanie dziennikarza RMF FM, czy wie ile jest Parków Narodowych w Polsce odpowiedziała, że “Tak, wiem, oczywiście. Kilka, osiem, dziewięć?”. Tymczasem Parków Narodowych w naszym kraju jest obecnie 23, a według przyrodników i aktywistów powinno szybko powstać przynajmniej 10 kolejnych.
Umowa koalicyjna – co z postulatami związanymi z ekologią?
Przyjrzyjmy się temu, co znajduje się w opublikowanej treści umowy koalicyjnej jeśli chodzi o ochronę przyrody i klimat. Bardzo pozytywną deklaracją jest wyłączenie z wycinki 20% najcenniejszych polskich obszarów leśnych. Dodatkowo ma być wprowadzony zakaz spalania drewna w krajowych elektrowniach. Umowa koalicyjna przewiduje również zwiększenie powierzchni parków narodowych w Polsce. Zdaniem komentatorów zabrakło niestety konkretów w tym zakresie.
Rządząca koalicja chce usprawnić monitoring stanu polskich wód oraz przeprowadzić tzw. renaturyzację rzek czyli odtworzenie ich ekosystemów. Ważnym zadaniem będzie również walka ze smogiem – planowane są dodatkowe środki finansowe na termomodernizację budynków.
Koalicja zakłada przeznaczenie całości środków uzyskanych ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 na zieloną transformację energetyczną oraz uwolnić
Czego zabrakło w umowie? Nie ma w niej zakazu zakaz chowu zwierząt na futra czy chowu klatkowego. Nie przewidziano również żadnych zmian w zakresie polowań. W umowie brakuje też daty odejścia przez Polskę od spalania węgla i osiągnięcia przez Polskę neutralności klimatycznej.